Rodzinne więzi

   Siemka! Dawno mnie nie było, ale jakoś nie miałam tematu.
   Dzisiaj chciałam się pochwalić, bo cóż... dumna jestem! Być może nie wiecie, ale mam młodszą o rok siostrę, która ma wielką pasję - taniec. Trenuje od kilku lat, ale jakoś nie miała większego szczęścia. Do teraz. Nie jest to może szczyt marzeń, ale wierzę, że to dopiero początek i że jednak coś z niej wyrośnie.
   Pierwsze poważnie zadanie - koncerty z Honoratą Honey Skarbek :)
   Wczoraj zaliczyła swój debiut telewizyjny. Wystąpiła z Honey w finale polsatowskiego programu "Ekipa na swoim", gdzie dwie drużyny rywalizowały o własną piwiarnię. I choć sam występ był dość "zaskakujący", to ja jestem mega dumna! :)

Żródło: @honkabiedrona instagram (profil Honey) 
A moja sis to ta ruda z w czarnej koszulce :) 

A tutaj jeszcze jej najnowsza choreografia. Moja ulubiona jak do tej pory :)

To jest już koniec...

   Witam Was w ten zimny, deszczowy piątek! 

   Dzisiaj chciałam napisać o trzech rzeczach. W jak wskazuje tytuł postu, o trzech końcach. 
   To co chyba interesuje Was najbardziej, a przynajmniej taką mam nadzieję, to wiadomość o zakończeniu blogów. Kilka minut temu dodałam ostatnie rozdziały na moje blogi "Irina Ross" i "Himmel hilf". Jestem zadowolona z efektu końcowego, zwłaszcza tego drugiego opowiadania, które było moim ulubionym i chyba najlepszym. Z przyjemnością jeszcze wrócę do losów bohatera, bo życie Michaela Ballacka - mimo iż nieszczęśliwe i skomplikowane - to było bardzo interesujące.
   Teraz rozpoczynam nowe opowiadania. O "Drodze do Tamesis" pisałam w poprzednim poście na tym blogu, więc jeśli przegapiliście, to proponuję zajrzeć do archiwum :) Nowy rozdział tam już za tydzień!
   A jak mnie natchnie wena to rozpocznę jeszcze jedną historię - o Ozilu lub Benedikcie Howedesie. Na pewno Was o tym poinformuję.
   Następny "koniec" będzie dotyczyć książki, którą wczoraj skończyłam czytać. Tytuł to "Tysiąc wspaniałych słońc". Jest to historia tocząca się w Afganistanie. W tle są wątki historyczne, jednak nie są one dominujące, co jest bardzo fajnie. Głównym wątkiem jest oczywiście miłość i przyjaźń. Piękna przyjaźń, bo
pomiędzy dwoma odmiennymi kobietami, które są w stanie dla siebie zabić oraz umrzeć.
   Jedyna kobieta nazywa się Mariam, a druga Lajla. Różni je kilkanaście lat różnicy, wychowywane były w różnych miejscach, w różny sposób, jednak połączyło je małżeństwo z tym samym mężczyzną - Raszidem. Początki znajomości były oczywiście trudne, ale z biegiem czasu i rosnącą agresją męża w stosunku do kobiet, Mariam i Lajla zaprzyjaźniają się. 
   Muszę przyznać, że jest to najpiękniejsza książka, z najpiękniejszą fabułą, którą ostatnio przeczytałam. Bardzo zżyłam się z bohaterkami, bo są bardzo ludzkie i realistyczne. Nie trudno byłoby mi uwierzyć, gdyby ktoś powiedział, że jest to opowieść oparta na faktach. Naprawdę bardzo gorąco Wam ją polecam. 
   No a na koniec oczywiście zostawiłam sobie temat jakże smutny, ale dla mnie bardzo istotny. A mianowicie Liga Mistrzów i odpadnięcie w półfinale Realu Madryt. Zrąbali pierwszy mecz, nie będę się wypowiadać na ten temat, bo zbytnio nie ma o czym mówić. Nie będę kalać własnego gniazda. 
   Jednak drugi mecz, ten na Santiago Bernabeu, był o niebo lepszy i tak niewiele brakowało. Zabrakło jednej brameczki. Szkoda, że tak późno wzięli się za ich strzelanie. Myślę, że łatwiej byłoby mi zaakceptować tą eliminację, gdyby drugi mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Wówczas mogłabym to sobie tłumaczyć misją niemożliwą, bo odrobienie trzech bramek to wcale nie jest łatwa sprawa. Jednak było tak blisko, tak blisko... Eh, no nic. Ja i tak jestem dumna z tego zespołu. Najbardziej mi szkoda Mourinho, który prawdopodobnie po sezonie odejdzie, ale cóż... Życie toczy się dalej.
   Przed nami jeszcze finał Copa Del Rey i musimy go wygrać, bo chcę zobaczyć Los Blancos na Cibeles! :) 

Kilka smutnych obrazków, które łamią mi serce od środy:



Droga do Tamesis

   Hello!

   Nie wiem czy kogoś to zainteresuje, ale zdecydowałam samodzielnie który blog rozpocznę po zakończeniu "Himmel hilf" i "Iriny Ross". Mam nadzieję, że będziecie zadowolone, bo od wielu tygodni czytam komentarze i prośby typu: "Kiedy coś o Torresie?", "Chcemy Fernando!" itd.
   Blog nosi tytuł "Droga do Tamesis". Nazwa pochodzi od małego kolumbijskiego miasteczka, w którym odbywa się akcja historii. Nie będę zdradzać fabuły, bo tego nie lubię, ale kto lubi telenowele temu chyba się spodoba. Będzie dużo słońca, dużo koni, kowboi i tego typu sprawy. 
   No i pewnie zastanawiacie się jak w tym wszystkim odnajdzie się światowa gwiazda piłki nożnej... Oj, nie będzie łatwo - wierzcie mi :) 
   Nie będzie to długie opowiadanie, bo zaplanowałam, że akcja toczyć się będzie przez około dwa tygodnie. Może będzie z dziesięć notek, może ciut więcej. Jeszcze nie wiem, bo na nowo muszę wkręcić się w tę historię. Mam dwa rozdziały, które napisałam jeszcze w tamtym roku. Ale chyba będzie to dla mnie fajna odskocznia od tych wszystkich traumatycznych historii, które zafundowałam Ballackowi, Winiarskimu i Irinie. 
   Nie przedłużając, już teraz zapraszam na bloga.