Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O mnie. Pokaż wszystkie posty

Twitter

   Witajcie! 
   Rzadko tu ostatnio zaglądam, a zdaje się, że i Wy zapomnieliście o tym blogu :) Mówi się trudno i żyje się dalej. Być może zacznę tutaj częściej zaglądać ;) 
   Tymczasem chciałabym poinformować, że założyłam konto na twitterze i może się tak zdarzyć, że będę tam informowała o nowych postach na blogach. :) 

Nowości

Siemka!

   No i co tam ciekawego u Was słychować? U mnie... stara bida :) Przeżywam traumatyczne doświadczenia u dentysty, którego odwiedzam regularnie od jakiś dwóch tygodni i powiem Wam szczerze, że nie znoszę tego najlepiej. To jest najbardziej znienawidzony przeze mnie lekarz. Jak i pewnie przez większość społeczeństwa.
   Ale jakoś tam radę. Póki co mnie nie zabił, więc mam nadzieję, że mnie wzmocni :) 
   A dzisiaj na poprawę humoru wybrałam się na zakupy. Oprócz kilku typowo babskich rzeczy, kupiłam także książki. Nie będę nic mówić, ale ostatnio każde moje wyjście na większe zakupy kończy się zakupem książek. Już mi brakuje na nie miejsca, dlatego pierwszym zakupem kolejnego miesiąca (kolejnej wypłaty :P) będzie regał, aby to sobie wszystko poukładać. Wracając do temu, to dziś zakupiłam "Ostatni testament" Jamesa Freya oraz "Tysiąc wspaniałych słońc" Khaleda Hosseini'ego. Zaczęłam czytać tę drugą, ale póki co tylko dwie kartki, bo akurat musiałam wysiąść z tramwaju :P Jak przeczytam i mi się spodobają, to może o nich tutaj napiszę z dwa słówka. 
   Przechodząc do głównego tematu, który miał być motywem przewodnim tego postu.
   Pewnie zauważyliście, że wszystkie blogi, które obecnie piszę niebawem się skończą. "Irina Ross", "Himmel hilf" oraz "Śmiech dziecka" niebezpiecznie chylą się ku końcowi, więc trzeba będzie jakoś załatać po nich dziurę. W planach mam kilka opowiadań, w tym jedno chyba będzie wymagać kompletnej modyfikacji, ale sobie z tym poradzę. Pomyślałam, że może pewnego dnia dodam po jednym rozdziale na wszystkie nowe blogi, które mam w planach i poprzez ankietę zdecydujecie, które Wam najbardziej odpowiada. Mi to w sumie jest obojętne, bo się na nie zawzięłam i chcę je napisać, a kolejność nie ma dla mnie kompletnie znaczenia.
   I pominę siatkarskie opowiadanie o Zbyszku i Picie, bo to na pewno będzie jak tylko skończę "Śmiech dziecka". Ale chciałabym pisać coś o piłkarzach, więc byście mi bardzo pomogły :) 
   A skoro zaczęłam wątek siatkarski... 
   Jadę do Spodka na Ligę Światową! 5 lipca, mecz z USA. Będzie gorąco! Już czuję tą niesamowitą atmosferę i nie mogę się doczekać meczu :) Ktoś z Was tam będzie? A może jedziecie na inne mecze? 
   No i temat znów zszedł na sport. To chyba już uzależnienie, bo chciałam coś dodać o futbolu. Liga Mistrzów zmierza się ku końcowi przed nami półfinały. I wiecie co? Pierwszy raz cieszę się, że w TV pokażą Borussię! :P Chyba nie muszę zdradzać powodu :P Hala Madrid! 
   Spadam!


Urodzinki

   Hejka!
   Piszę do Was dzisiaj, choć powinnam wczoraj. Albowiem właśnie wczoraj obchodziłam swoje drugie urodziny w blogosferze. Powiem Wam szczerze, że strasznie szybko to minęło. Do dziś pamiętam czasy, kiedy publikowałam swoje pierwsze opowiadanie "Niespodzianki życia". A kiedy dzisiaj do niego wracam mam ochotę zapaść się pod ziemię :) Było takie beznadziejne, że masakra! Chyba trochę się polepszyłam w pisaniu, jak myślicie?
   Trudno mi uwierzyć, że przez ten czas zdążyłam napisać i zakończyć aż 13 (!) opowiadań! A kolejne trzy niebawem się zakończą. Maszyna, nie człowiek haha :) Aczkolwiek ostatnio z weną to tak średnio mi idzie, bo odkąd zaczęłam pracę coraz mniej czasu i zapału mam do siedzenia przed kompem, ale staram się ze wszystkich sił. Być może widać moją niedołężność w kolejnych publikowanych rozdziałach, ale na razie nikt się nie skarżył, więc chyba wychodzi mi to całkiem nieźle.
   No tak, znów ta moja wrodzona skromność...
   Powiem Wam tak szczerze, że cholernie mocno cieszę się z tego, że zdecydowałam się na publikowanie moich wypocin. Początki były ciężkie, bo zawsze takie są, ale z czasem wszystko zaczęło się rozkręcać. A ja wkręciłam się w blogowy świat na maksa. Dzięki temu znalazłam w sieci kilka naprawdę fajnych osób, z którymi zawsze można pogadać, nie tylko o blogach, ale o prywatnym życiu również. Nie chcę nikogo wymieniać z imienia, ale dziewczyny na pewno wiedzą, że piszę o nich :)
   I choć trudno w to uwierzyć, ale niektóre z Was są ze mną od początku :)
   Ja najmilej wspominam blogi: "Euro Skandal", "Strzępy duszy" i "Cristiano i ja". Każde było inne, ale chyba były to najbardziej lubiane przez Was historie. No chyba że się mylę... :) Mieliście jakieś ulubione moje opowiadania?

   Wszystkim i każdej z osoba chciałabym w tym miejscu powiedzieć "wielkie dzięki" za odwiedziny, komentarze, rozmowy, sugestie, porady, krytykę i inspirację. Bez Was chyba nie dałabym rady, bo przecież lepiej się pisze z myślą, że ktoś czyta Twoje opowiadanie i z niecierpliwością wyczekuje kolejnego postu.
   Jesteście cudne!
   Dziękuję! <3

Tumblr

   Hejka!
   Co tam u Was słychować? Ja mam się już całkiem nieźle. Zeszły tydzień miałam potworny. Poniedziałek źle się zaczął, a za nim poszła reszta tygodnia, dlatego cieszę się, że mamy weekend. Praca cała mi w kość, więc dzisiaj odpoczywam i leniuchuję. No i wreszcie się wyspałam! :) Mam zamiar nadrobić zaległości na blogach, bo trochę mi się tego zebrało. Jak zwykle zresztą... Mam nadzieję, że już przywykłyście, że czytam Wasze opowiadania w soboty bądź niedziele.
   Właśnie sobie siedzę, słucham muzyki i przeglądam tumblr. Wiecie co to? Taki portal. Ja bardzo długo go nie znałam i nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Ale jak już go poznałam to się w nim zakochałam. Można znaleźć wiele przepięknych zdjęć z każdej dziedziny! Od kilku tygodni miałam zamiar założył własny profil, ale brakowało mi odwagi. I dziś to wreszcie zrobiłam. Chyba z nudów. Także jakby ktoś chciał mnie odwiedzić, zobaczyć, co mi w duszy gra, to serdecznie zapraszam:


   Nie wiem czy znajdziecie tam coś dla siebie. Postanowiłam, że posty będą dotyczyć mnie: tego co lubię, co mi się podoba, co kocham... Dlatego też najwięcej znajdziecie tam krajobrazów, trochę architektury, która jest moją cichą pasją, zdjęcia ulubionych sportowców, trochę mody, no i koty! Choć pewnie czasem będzie tak, że opublikuję coś, co w danej chwili mnie zainteresuje. 
   W ogóle sama nie wiem po co to założyłam... Teraz, jak o tym piszę, wydaje mi się to beznadziejnym pomysłem. Czasami mam jakieś odpały. Zobaczymy jak długo będę miała ten profil :P Jednak już teraz wiem, że tumblr uzależnia :)
   
   Następny raz pojawię się tutaj z notką w kwietniu, bo będę wtedy obchodzić swoją małą rocznicę :) Ehh... jak ten czas leci...

Paznokcie

   Hej!
   Dawno mnie tu nie było, więc postanowiłam się odezwać. Ostatnio wiele myślałam o tym blogu i stwierdziłam, że poza informacyjną, nie pełni on żadnej znaczącej funkcji. A przecież dzięki niemu możecie mnie lepiej poznać (o ile oczywiście macie na to ochotę). Wpisy tutaj przeważnie dotyczą moich opowiadań bądź meczy Realu Madryt, ale można to szybko zmienić. Mam zamiar dzielić z Wami moimi przemyśleniami, spostrzeżeniami, opowiedzieć o tym co lubię, a czego nie.
   Dlatego też dzisiejszy post będzie dotyczyć czynności - jakże błahej i nieznaczącej - ale którą lubię. A mianowicie malowania paznokci hehe :) Nie jestem w tym specjalistką, nie skończyłam żadnych kursów i nie chodzę do kosmetyczek. Jednak lubię sobie pokombinować. Zwłaszcza z kolorami. Obecnie moje paznokcie prezentują się tak:


   Trochę poszalałam z tymi żółciami i turkusami, bo do wiosny daleko, ale za oknem taka szarówka, że chociaż na paznokciach mam wesoło :P Kiedyś bawiłam się we wzroki, ślaczki, brokaciki... Obecnie brak mi na to czasu, ale może w niedalekiej przyszłości spróbuję do tego wrócić. Ostatnio kupiłam tzw. kawior i mam zamiar go użyć. A wygląda to tak:

Te czarne są boskie! 

No nie będę Was już zanudzać. I tak pewnie sobie pomyślicie o mnie, że jestem pusta jak studnia, skoro gadam o paznokciach :P Ale cóż... Jestem tylko kobietą i nie mogę przejść obok tego obojętnie. 
Na zakończenie kilka fajnych stylizacji, których nie będę w stanie zrobić, ale popatrzyć na ładne rzeczy zawsze jest miło :)






Nowy Rok

   Hejka! I jak tam Wasze samopoczucie po sylwestrowej nocy? Jak ją spędzaliście?
   Ja jak zwykle - jak to fajnie ujęła moja znajoma blogerka - zbojkotowałam Sylwestra. Zostałam w domu sama. Miałam w planach całonocne pisanie opowiadań bądź poczytanie jakieś książki. I wiecie, miałam o tym nie pisać, ale to była wyjątkowa noc (chyba dość niecodzienna), więc postanowiłam Wam to opowiedzieć. Nie martwicie się, nie będzie to długa historia.
   Mój dzień zaczął się standardowo - praca, ale tym razem do trzynastej, dzięki łasce prezesa. Pojechałam do babci na obiad, aby później wraz z ciocią odwiedzić prababcię w szpitalu. Wizyta nieco się przedłużyła i do domu wróciłam dopiero o osiemnastej. Byłam potwornie zmęczona, ale twardo się trzymałam, bo do północy daleko. Postanowiłam rozkoszować się pysznym winem i filmem Vinci na TVN. I jak pewnie się domyślacie, zmęczenie wzięło górę. Niewielka ilość alkoholu starczyła, abym o godzinie 23 odczuła potworne zmęczenie.
   Położyłam się z nadzieją, że głośne fajerwerki obudzą mnie o dwunastej. Nic z tych rzeczy. Obudziłam się już po północy, przez co - przespałam Nowy Rok! :)


Wesołych Świąt!

   Nastał grudzień, a wraz z nim potworna pogoda, śnieg i mróz - czyli coś czego szczerze nienawidzę. Nie cierpię zimy! Zawsze źle się czuję, nie mam na nic chęci i są to najgorsze trzy miesiące roku. I nie pomaga nawet to, że w styczniu mam urodziny, bo z roku na rok, coraz bardziej chciałabym zapomnieć o tej dacie.
   Jednak grudzień to dla wielu z nas przede wszystkim Święta Bożonarodzeniowe.
   Ze mną chyba jest coś nie tak, bo tak samo jak zimy - świąt nie trawię. Denerwuje mnie ta bieganina i fakt, że nie można zrobić normalnie zakupów. Denerwują mnie kolorowe choinki i świecidełka porozwieszane w najważniejszych miejscach miasta. Denerwuje mnie również to kupowanie prezentów. Jednak najbardziej nie mogę znieść tej sztuczności, fałszywego uśmiechu, gadaniny o wybaczaniu błędów. Podczas świąt czuję się jak w teatrze, bo każdy członek rodziny musi odegrać rolę kochającego, dobrego człowieka. A przecież wszyscy doskonale się znają i wiedzą, że ten jeden wieczór nie zmieni postrzegania o danej osobie.
   Najchętniej zamknęłabym się w pokoju na trzy dni. Wyszłabym, jak byłoby już po wszystkim, a potem znów bym się zaszyła, aby przeżyć kolejny koszmar - Sylwester. Nie wiedzieć czemu, ale ta impreza już nie cieszy mnie od kilku lat, a moim ulubionym zajęciem w ostatni dzień roku jest siedzenie na kanapie, oglądanie filmów, zajadanie się pizzą i picie wina. Żałosne? Być może, ale to moje. A jak wiadomo, każdy ma swój sposób na dobre samopoczucie.
   Niemniej jednak chciałabym Wam życzyć wesołych świąt, dużo radości i samozadowolenia, szczęśliwego Nowego Roku - aby okazał się lepszy niż 2012 i spełnienia wszystkich marzeń i planów w tym pechowym 2013!


Nominacja

   Hej!
   Przybywam dzisiaj z pewną zabawą - nie bardzo wiem czemu ma służyć - ale skoro ktoś mnie wybrał, to postanowiłam odpowiedzieć. Za nominację dziękuję Pustaczkowi.
   A teraz śpieszę odpowiedzieć na pytania:

   1. Piłka vs. Siatkówka? 
   Wybór niezwykle trudny, ale mimo wszystko - wciąż football :) 

   2. Ulubione zwierzątko? 
Koty. 

3. Ulubiony muzyk? 
Ostatnio mam fazkę na Olly Mursa. 

4. Człowiek, który mnie inspiruje to... 
Chyba nie ma kogoś takiego. 

5. Moim największym lękiem jest... 
Mam lęk przed uduszeniem. Nie kładźcie mi rąk na ramiona bądź szyję przez zaskoczenie, bo: 
a) możecie nieźle oberwać 
b) zejdę na zawał

6. Co lubisz w sobie najbardziej?
Oczy chyba. 

7. Twoje największe uzależnienie?
Hm... Piłka nożna? 

8. Ulubiony język obcy? 
Deutschesprache! :) 

9. Opowiadanie mojego autorstwa, które uważam za najlepsze to... 
"Strzępy duszy" i "Himmel hilf". 

10. Nie lubię... 
Zimy i śniegu! (w tym momencie)

11. Moim największym marzeniem jest...
Wyjazd do Madrytu na mecz Realu :)

NOMINUJĘ: 
Monikę
Pannę A
Danusię
Kasię
Iswedwolf

PYTANIA:
1. Najfajniejsze wspomnienie z 2012 roku... 
2. Ostatnio przeczytana książka... 
3. Boże Narodzenie czy Wielkanoc?
4. Wymarzony prezent na Gwiazdkę...
5. Pierwsza rzecz, którą robię po przebudzeniu... 
6. Nie lubię... 
7. Twoje postanowienie noworoczne... 
8. United vs. City?
9. Co jadłaś na śniadanie?
10. Osoba, z którą chciałabyś się zamienić życiami na jeden dzień to... 

Powodzenia! :)

 Madryt <3

Jesienna depresja

   Nigdy nie należałam do osób, na które działa pogoda, pora roku, i tym podobne rzeczy. Ale chyba się starzeję, że za oknami szato i ponuro, pada deszcz, wieje zimny wiatr, a ja mam zachwianie poczucia własnej wartości. I nie wiem czym to jest spowodowane, bo przecież to, o czym zaraz Wam powiem, funkcjonuje od paru lat, praktycznie od zawsze, i wydawać by się mogło, że powinnam się do tego przyzwyczaić. Przyzwyczaiłam się, ale nie wiem dlaczego ostatnimi czasy tak bardzo o tym myślę. Chyba po prostu chcę spędzić czas w miłym towarzystwie, pogadać, pośmiać się i posłuchać o tym, co słychać o moich znajomych.
   Jestem osobą dość nieśmiałą. Bardzo ciężko jest mi nawiązać nowe znajomości. Nie specjalnie to lubię, bo za każdym razem trzeba powtarzać te same fakty z własnego życia. Najlepiej czuję się w towarzystwie osób, które znam, dlatego też wolę spędzić wieczór przy piwie w miłym pubie, niż w zatłoczonej i głośnej dyskotece, gdzie krząta się mnóstwo dziwnych ludzi. Mam grupkę znajomych z liceum, z którymi spotykam się od czasu do czasu. Są to mniejsze lub większe imprezki, z okazją lub bez. Nic specjalnego. Do niedawna myślałam, że mam trzy bliskie koleżanki, które mogę nazwać przyjaciółkami... Dopiero teraz uświadamiam sobie, że są one jedynie koleżankami.
   Jedną z nich poznałam w podstawówce, jednak nasza znajomość nabrała kolorów dopiero w gimnazjum. Była koleżanką mojej siostry, ale poprzez częste wizyty w moim domu, stała się także moją koleżanką. Jak dobrze liczę znamy się już z 10 lat, z czego cztery spędziłyśmy razem w klasie. Naprawdę bardzo dobrze się rozumiemy, mimo iż jesteśmy kompletne różne. Ona to wulkan energii, gaduła i roztrzepaniec. Jednak po zakończeniu szkoły coś się zmieniło, bo każda z nas poszła w swoją stronę. Nie spotykamy się już tak często jak kiedyś, mimo iż mieszkamy niemalże obok siebie. Brakuje mi naszych wspólnych wypadów na miasto. Lubiłam to. Nadal to robimy, ale stanowczo za rzadko. Czuję, że to nie jest już ta sama przyjaźń.
   Koleją "przyjaciółkę" poznałam w gimnazjum, więc znamy się równie długo. Sytuacja jest podobna. Mieszka niedaleko, jednak poszłyśmy w swoje strony, a dodatkowo ona znalazła chłopaka, którego ja nie bardzo lubię. Zresztą - nawet go nie znam, mimo iż ona spotyka się z nim już od dwóch czy trzech lat. Dziwne nie?
   Trzecią poznałam w liceum, ale dopiero w ostatniej klasie się zakumplowałyśmy. Wszędzie razem jeździłyśmy - na mecze siatkówki, do Gdańska na mecz Polska-Niemcy, na wakacje... Było ekstra! I naprawdę sądziłam, że mogę jej ufać, że to fajna znajomość, która przetrwa lata. Pomyliłam się, bo przez ostatnie dwa miesiące rozmawiałam z nią zaledwie kilka razy i to bardzo ogólnikowo. Zawiodłam się na niej, bo wielokrotnie opowiadałam jej, jak się czuję, jak traktują mnie ludzie...
   A nie traktują mnie fair.
   Dopiero po skończeniu szkoły zdałam sobie sprawę, że większość kolegowała się ze mną tylko dlatego, że dobrze się uczyłam. Byłam potrzebna do spisywania zadań, podpowiadania na sprawdzianach, pożyczania zeszytów i książek. Nie mam im tego za złe, bo tak było zawsze. Od podstawówki ludzie mnie tak traktowali, więc po latach przestałam się tym przejmować. Przyjęłam swoją dolę. Podobała mi się, bo dzięki temu czułam się lubiana i potrzeba. Ale teraz wszyscy oni odeszli, już nie potrzebują moich notatek.
   Jak już wspomniałam spotykamy się czasami. I są naprawdę miłe spotkania. Czuję się przez nich lubiana i akceptowana. Jednak są to tylko znajomi, nie pogadam z nimi o tym, co mi leży na sercu. Na moje przyjaciółki też nie mam co liczyć, bo żadna nie ma czasu, aby pójść na kawę czy zakupy. Zostałam sama, ale co to za przyjemność łazić samemu po galerii, zajadać się pustymi kaloriami w kawiarni, czy oglądać mecz na trybunie bez towarzystwa. Wiem, że jestem nudna, mało ciekawa, może za mało interesująca. To chyba to jest przyczyną tego, że nie mam znajomych.
   Teraz, moim jedynym i najlepszym przyjacielem, który nigdy mnie nie opuści jest mój laptop. Raczy mnie swoją uwagę już od ponad roku. Przy nim zabijam godziny, podczas gdy inni moi znajomi chodzą do kina, spacerują ze swoimi drugimi połówkami, miło spędzają czas na mieście.Tylko, że mój laptop ze mną nie porozmawia, nic mi nie poradzi, nie przytuli i nie powie, że wszystko będzie dobrze. Mój laptop nie ma uczuć. A szkoda, bo przyjaźń z nim wychodzi mi bardzo dobrze.

Dzień dobry

Witajcie!
Jak widzicie przeniosłam swojego głównego bloga na blogspot, a to wszystko dlatego, że obawiam się utraty wszystkiego: opisów, linków, zdjęć... Kosztowało mnie trochę zdrowia stworzenie tego, dlatego ratuję się jak mogę :) W zakładach u góry macie do dyspozycji wszystkie ważne informacje o mnie, moich blogach itd.
Postanowiłam wprowadzić pewną zmianą odnośnie tego bloga. Wy pewnie też tak macie, że czasami chcecie się wypowiedzieć na pewien temat np. jakiś mecz, koncert czy cokolwiek innego, i nie macie gdzie tego napisać. Pod rozdziałami nie wypada, bo to nie na temat. Dlatego postanowiłam, że od czasu do czasu będę tutaj właśnie się udzielać. Nie wiem, czy ktoś będzie miał ochotę to czytać, ale przynajmniej się wygadam :)
To tyle... Idę dalej zgłębiać tajniki blogspota, bo póki co przeraża mnie on :P Ale mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej.
Pozdrawiam.